Od prokrastynacji do samodyscypliny
Podobno w 2024 „prokrastynacja” stała się słowem roku i ukrytym problemem rzeszy ludzi. I nic w tym dziwnego. Skończyły się czasy kiedy musieliśmy uciekać przed drapieżnikiem, i polować na obiad, który mógłby sam nas zjeść. Obecne drapieżniki albo obcinają nam pensje, albo zwalniają z pracy. A jedyną ucieczką od nich jest złożenie samemu wypowiedzenia. Ale jak wtedy żyć? Obecnie chyba największym problemem i wyzwaniem dla ludzi w Polsce jest praca. Za co żyć bez pracy? Z kolei jak mieć życie mając pracę? Niestety gro ludzi ma taką pracę, że na myśl o dodatkowym treningu dostają dreszczy, a jeśli nawet coś by chcieli ze sobą zrobić to znalezienie wolnej godzinki i tak stanowi wyzwanie, a o udziale w zajęciach cyklicznych o stałych porach już nie wspomnę … Ciężko jest utrzymać dyscyplinę mając nieregularny tryb pracy i harmonogram dnia. Nawet jeśli się do czegoś zobligujesz i w końcu uda ci się wykonać ten pierwszy krok, nagle się okazuje, że zostajesz ściągnięty na nieswoją zmianę, albo musisz zostać po godzinach, i w jednej chwili twój rytm regularności zostaje zachwiany a ty niesłusznie odbierasz to jako kolejną porażkę, i zamiast czuć się zmotywowany, popadasz w stan depresyjny, który z kolei utrudnia ponowne podjęcie się regularnej aktywności fizycznej. Bo co z tego, że znowu spróbowałeś jeśli za każdym razem coś rujnuje ci plany? Niestety muszę to napisać, ale …. Musisz się do tego przyzwyczaić.
Jeśli nie utrzymasz dyscypliny w najgorszych warunkach to w tych dobrych będzie ci ją prawdopodobnie jeszcze trudniej utrzymać. I tak najczęściej mają ci, którzy mogą, mają czas, pieniądze, ale nie czują potrzeby podejmować się jakiejkolwiek regularnej aktywności fizycznej. Obecnie dobrobyt niestety przeradza się w lenistwo. Masz już dom, odchowane dzieci, masz pieniądze, masz czas … trzeba korzystać z życia. I co? Dlaczego mamy w naszej populacji coraz więcej otyłych ludzi? W sumie ciekawy temat do rozwinięcia, nie mniej łatwo zauważyć, że dobrobyt oferuje nam szereg możliwości do niewychodzenia z domu i szukania rozrywki i relacji w miejscem zamieszkania. Platformy filmowe, gry komputerowe, rozmowy wirtualne, dowożenie jedzenia pod wskazany adres. Jedyna forma ruchu to łażenie po sklepie i robienie zakupów, żeby lodówka zawsze była pełna, czy żeby ciuchy były odpowiednio dopasowane. Wszystko przenosi się do Internetu, a co w nim być nie może staje się usługami mobilnymi z dojazdem do klienta.
Od dawna filozofowie, będący jednocześnie lekarzami, głosili, że podstawą zdrowia są ćwiczenia fizyczne i szeroko wtedy rozumiana higiena, czyli np. higiena żywności, higiena snu, higiena emocjonalna, czy ta najpopularniejsza higiena osobista w tym kąpiele czy sauna.
Jak obecnie prezentuje się nasza higiena? To pytanie jest dość osobiste dlatego każdy powinien odpowiedzieć sobie indywidualnie. W każdym razie mając doświadczenie w pracy w sklepie spożywczym niestety wiem to i owo. I mimo, że odrobina brudu i bakterii nikomu jeszcze nie zaszkodziła, to już zawsze będę myć przynajmniej warzywa i owoce … A higiena snu? Również bez komentarza. Też czasami cierpię na jej brak, ale za dużo mam jeszcze do zrobienia … Higiena żywności w znaczeniu „wiem co jem”? Błagam. Nie unikniemy konserwantów, ale też nie każde E jest złe. Obecnie cukier i tłuszcz to większa plaga niż konserwanty, spulchniacze i inne dodatki. To jedne z najgorszych używek obecnie dostępnych na rynku. Jak chcesz zajadać emocje to Żabki i Biedronki zapraszają cię na każdym rogu, żeby ci coś opchnąć. Ćwiczenia fizyczne to też higiena. Higiena ciała. W innym znaczeniu niż ta osobista, co by każdy chciał ładnie pachnieć i uniknąć syfilisu. Higiena ciała to dostarczenie organizmowi bodźca w postaci ruchu dla kondycji, sprawności, zdrowia i zdrowego rozładowania napięcia emocjonalnego. To wystawianie się na niekorzystne warunki atmosferyczne w celu hartowania odporności i przeciwstawianie się oporom fizycznym dla zwiększenia zdolności motorycznych i poprawy funkcjonowania układów ciała człowieka, by jak najdłużej cieszyć się dobrym zdrowiem. Niekoniecznie życiem, bo można je w sekundę z głupoty stracić, byle jednak w dobrym zdrowiu. Higiena ciała to też dbanie o masę ciała i zapobieganie nadwadze, która jest niejako stanem przedchorobowym, będącym prewstępem do choroby cywilizacyjnej zwanej otyłością. Tak, otyłość to już stan chorobowy. A w towarzystwie nadciśnienia spowodowanego miażdżycą i osiadłym trybem życia oraz cukrzycą związaną z przecukrzeniem ciała, mamy już zacne standardowe trio, któremu przeciwdziała właśnie aktywność fizyczna. Organizm staje się osłabiony i z czasem wystarczy kichnąć, żeby co chwilę leżeć przeziębionym, a infekcje przechodzić dużo ciężej.
Jest też grupa ludzi z drugiego narożnika. Często to osoby młode i młodociane, które dzięki (Bóg wie czemu) szybkiemu metabolizmowi, są szczupłe, i jak na swój wiek sprawne. Więc po co się przemęczać? Pocić się, zaciskać zęby, żeby podnieść ciężar, a jak biegać to w uganianiu się za „dobrą partią” na partnera/partnerkę. Po co wydawać pieniądze na karnet na basen, siłownię czy trenera personalnego, kiedy można mieć nowe „sportowe” AirMaxy, ale nie do ćwiczeń, tylko, żeby pokazać się w nich w nowym filmiku na TikToku. Bo przecież, po co dorabiać sobie na zmywaku, jak można stać się Instagramowym influencerem? Szybki metabolizm to nie zbawienie, bo to, że ktoś jest szczupły, nie oznacza, że organy jego ciała są sprawniejsze. Już lepiej mieć większy brzuszek niż szczycić się brakiem sprawności, kondycji czy odporności na infekcje. Osoby, które, ze względu na rzekomy brak deficytów w wyglądzie zewnętrznym, bardzo często nie są skłonne do większych poświęceń, dyscypliny i systematyczności. I z reguły przeżyły jeszcze za mało wiosen aby borykać się z konsekwencjami swojego osiadłego, prokrastynującego trybu życia, czy to pod kątem sportu, życia zawodowego czy uczuciowego. Są piękni, młodzi, więc wszystko się im należy, a najlepiej podstawić pod nos, bo przecież „szlachta nie pracuje”. Szybkie łatwe pieniądze i dobrobyt. Jak trzeba coś naprawić, to bez fachowca się nie obejdzie, bo przecież gwóźdź do ściany to nie wbije się sam, potrzebny jest specjalista od wbijania gwoździ. Teraz mamy bardzo wysublimowane i wyspecjalizowane społeczeństwo, tylko …. zaczyna brakować ewidentnie umiejętności wszechstronnych i kreatywnego myślenia oraz konsekwencji w działaniach. Obecnie większość ludzi chciałoby wszystko móc kupić i mieć na „wczoraj”. A jeśli coś wymaga czasu, poświęcenia i pracy nad sobą to to odchodzi do lamusa. Ale żeby nie było, to nie jest moje zdanie o wszystkich osobach młodszego pokolenia, przecież sama też aż tak stara nie jestem 😛 Ale właśnie to możemy zaobserwować i właśnie to przyciąga najbardziej naszą uwagę bo kala oczy i duszę. Bodzie w naszą godność gatunku ludzkiego, gdzie wewnętrzne atawizmy życia człowieka pierwotnego jeszcze się odzywają, i jako dzieci woleliśmy wspinać się po drzewach jak małpki, niż ślęczeć przed smartfonem i oglądać głupie filmiki. Może problem byłby wtedy, kiedy sami mielibyśmy w swoich czasach tyle możliwości technologicznych, jednak ich brak zmuszał nas do podejmowania własnych zdecydowanych kroków ku rozwojowi i wykorzystywania naturalnego potencjału ciała i umysłu oraz starania się o realne kontakty międzyludzkie, a nie tylko te wirtualne. Teraz wszystko nas rozprasza, nie potrafimy zdecydować, który wybór byłby lepszy, mamy za dużo możliwości by trzymać się utartych ścieżek i czekać konsekwentnie na efekty żmudnych wielotygodniomych, wielomiesięcznych czy wieloletnich starań.
Cóż zatem począć?
Tak to już jest. Trudne czasy uczą nas przyjmować ciosy. Ale to od nas zależy czy wyciągniemy z nich lekcje i będziemy trenować niepoddawanie się systemom i uciskowi. Czasem lepiej mieć nieco mniej na wypłacie, za więcej czasu w ciągu dnia/tygodnia, niż mieć tą skromną sumkę więcej i wydać ją na głupoty, jako plasterek na nasze zranione poczucie własnej wartości. Jednak praca i pogoń za pieniędzmi to nie jedyny problem ograniczający nasz czas, który moglibyśmy przeznaczyć na regularną aktywność fizyczną. Obowiązki domowe, opieka nad dziećmi czy osobami starszymi, również stanowi istotną przeszkodę ograniczającą możliwości treningowe. Po prostu … zawsze się coś znajdzie co może uniemożliwić ci chęć do podjęcia się dodatkowego ruchu. Jednakże … skoro przeszkody są i będę, trzeba nauczyć się z nimi żyć i szukać sposobu na rozwiązanie sytuacji. I to właśnie od tych prób już zaczyna się twój trening. Od stałego i konsekwentnego próbowania szukania rozwiązań po to, żeby w końcu móc „coś poćwiczyć”. Można wstać wcześniej, można iść spać później, można wybrać schody zamiast windy, można parkować dalej, można znaleźć siłownię czy basen blisko miejsca pracy, można ćwiczyć w domu z dziećmi, albo kiedy śpią, możesz kupić sprzęt do domu, możesz ćwiczyć z masą własnego ciała, możesz do pracy jeździć rowerem, możesz zmienić pracę, możesz zmienić zawód, możesz… . Trzeba tylko zacząć stopniowo wdrażać drobne elementy w system dnia codziennego, aż staną się one faktem czy rutyną, a kiedy się ona pojawi będzie już stałym elementem twojego życia, który w przypadku jego pominięcia da o sobie znać i ciało będzie się go domagać. To się może nawet wydawać absurdalne, ale po całym dniu chodzenia w pracy, kiedy stopy nie dają o sobie zapomnieć, czasami półgodzinny jogging może przynieść ulgę. Jest to związane z innym rodzajem ruchu, z uwolnieniem napięcia psychoemocjonalnego związanego z pracą i redukcją stresu oraz poprzez wydzielanie się różnych neuroprzekaźników działa przeciwbólowo. Albo inaczej … prawie cały dzień przebywasz w pozycji siedzącej. Do pracy dojeżdżasz samochodem, w pracy siedzisz przed komputerem, wracasz do domu i kanapujesz na wersalce przed telewizorem czy komputerem bo jesteś psychicznie zmęczony. Póki nie spróbujesz nie dowiesz jak bardzo ciało wtedy chciałoby poćwiczyć z ciężarami, pobiegać czy chociaż pójść na dłuższy spacer. To co w głowie, to często nam się wydaje. Jeśli stale jesteś przemęczony po pracy umysłowej to właśnie wysiłek jest rozwiązaniem. Ale jeśli się go nie podejmiesz nie zauważysz jak on na ciebie wpłynie. Mówisz sobie, że zaczniesz jak się wyśpisz, a nigdy się nie wysypiasz, że zaczniesz kiedy będziesz mniej zmęczony, a zawsze jesteś. To kiedy będzie ten dzień? Nigdy? Tak szczerze, gdybym miała trenować tylko w „te dobre” dni to chyba bym nigdy nie zaczęła. To właśnie gorsze dni sprawiły, że zaczęłam dźwigać ciężary, że mimo trudów dnia codziennego, szłam jeszcze powalczyć sama ze sobą i dodatkowym oporem. I czy trening szedł lepiej czy gorzej to nie było istotne, ważne, że był. Z początku nawet nie chodziłam dla efektów czy to siłowych czy sylwetkowych. Ćwiczyłam, żeby rozładować życiową flustrację i to wychodziło mi najlepiej właśnie na siłowni czy podczas biegania. Miałam czas na przemyślenia, a reszta stała się po prostu efektem ubocznym. Bardzo często również po ciężkiej pracy fizycznej szłam jeszcze „posiedzieć” na siłowni, a przy okazji coś podźwigać. Pierwsze 20 minut zwykle było zmęczeniowym koszmarem, ale wraz z kolejnymi minutami apetyt na więcej wzrastał i często po tych 1,5 czy 2h wychodziłam na przekór bardziej wypoczęta i doenergetyzowana a zmęczenie nie było już tym samym zmęczeniem. W czasach studiów, po całym dniu siedzenia na wykładach i tułania się autobusami po wydziałach, wieczorami umysł był tak zmęczony, że serio się nic nie chciało i wtedy powstała moja dewiza „jestem zmęczona idę pobiegać”. I znowu to samo. Tak bardzo nie chciało się już człowiekowi zakładać tych ciuchów do biegania, ale jak automat po prostu się to robiło, potem myślało, bo wiedziałam, że po pierwszych 15 minutach masakry i walki z myślami będę chciała zrobić jeszcze jedno swoje kółeczko i nieraz tak bywało. Szłam biegać z myślą „chociaż to jedno kółeczko, ale po pierwszym najczęściej leciało drugie czy nawet trzecie czy czwarte, bo w końcu po co przebierać się na 15 minut … trzeba przynajmniej półgodzinki 😛
Praca pracy nie równa, człowiek człowiekowi nie równy i ruch ruchowi nie równy ale… jeśli nie chcesz „się ruszać” dla sportu i wyników, dla muskulatury, dla redukcji masy ciała czy dla dziewczyny/chłopaka, rób to dla siebie i swojego zdrowia. Każdy ma swój tryb życia, cykl dnia i inne możliwości. Zdrowia ci nikt i nic nie zwróci. Zacznij doceniać to co masz i to czego nie masz, bo to czego nie masz pokazuje ci jak wiele możesz osiągnąć. Jeśli widzisz w swoim życiu dużo deficytów, to nie traktuj ich jako życiową porażkę, a jak na lekcje, na które możesz uczęszczać i jeszcze się czegoś nauczyć, do czegoś dążyć i to osiągnąć.
„Nie ma piękniejszej drogi, choć chyba najtrudniejszej, niż osiągnięcie celu zaczynając od zera…”
Nic nie musisz, ale możesz. Pamiętaj jednak, że z każdym dniem, z każdą godziną, jesteś starszy i tylko przedłużasz swoje męki z nadzieją na lepsze jutro. Jutro jest dzisiaj i zależy od Ciebie. Czasami trzeba najpierw działać a potem myśleć. Powiedz sobie „teraz idę pobiegać, zobaczę co się stanie, później poprokrastynuję i przemyślę czy coś się zmieniło”. Kombinuj, urozmaicaj, bądź elastyczny, a jeśli potrzebujesz twardych schematów i sztywnych ram to je sobie narzuć, bo twojego treningu za ciebie nikt nie zrobi. I pamiętaj, jak robisz swój „trening” robisz go dla siebie, więc daj z siebie więcej niż w pracy. Ona daje ci środki do tego, żeby o siebie zadbać. Niestety wszyscy wiemy, że praca najczęściej wszystko z nas wysysa, i mimo zmęczenia, i tak w niej jesteśmy i musimy funkcjonować. Twój trening, mimo, że nikt ci za niego nie zapłaci, jednak da ci więcej, zwłaszcza jeśli zainwestujesz w niego swoje serce. Nie powiem ci jak poradzić sobie z prokrastynacją do podejmowania aktywności fizycznej, tak jak lekarz nie zagwarantuje ci skuteczności leku przeciwnowotworowego, mimo tego leki przyjmujesz, a ruchu nie zastąpi żadne lekarstwo i to ty musisz być jego samoistnym aplikatorem. Ty jesteś motorem napędowym całego swojego aparatu ruchu, więc tak z przekąsem pisząc skoro go masz to go używaj, bo narząd nieużywany zanika 😛

Sara Bajura
Pasjonatka aktywności ruchowej, amatorka trójboju siłowego, instruktorka sportu i fizjoterapeutka. Główna podejrzana prowadzenia działalności Szarej Strefy. Lubi motywować ludzi do ruchu i pomagać zaczynać stawiać swoje pierwsze kroki w kierunku zdrowia. Pokazuje, że "szarość" również posiada swoje odcienie.
