Pierwszy artykuł na stronie, hip hip, hurra!
W związku z pierwszym artykułem na stronie, który będzie najbardziej znamienny, gdyż prawdopodobnie najczęściej odczytywany, czuję się zobowiązana napisać coś chwytliwego ale płynącego prosto z serca. Coś co będzie zawierało najistotniejszy przekaz niezwiązany z badaniami naukowymi i światem zdominowanym przez schematy i standardy, a w obecnych czasach zmanipulowany przez sztuczną inteligencję. I o ile AI jest jak najbardziej w porządku jeśli chodzi o tworzenie grafiki, to napisanie czegoś z przesłaniem, czegoś metaforycznego, czegoś co autor będzie mógł skonfrontować ze sobą i zinterpretować na swój własny sposób, jest już bardzo nie fair moim zdaniem. Człowiek uczy się na przykładzie historii, najczęściej swojej własnej, a tej nie jest w stanie stworzyć sztuczna inteligencja. Co najwyżej może ona opowiadać bajki opierając się na dotychczas poznanej jej literaturze, ale prawdziwą siłą napędową wszelkiego postępu jest człowiek i jego własna determinacja w dążeniu do celu. Człowiek istnieje po to aby przetrwać, a AI istnieje i będzie istnieć zawsze. Została ona tylko „odkryta” a sposób jej wykorzystania zależy od twórcy, czyli człowieka.
Pewnie się teraz zastanawiacie „co ma piernik do wiatraka?”. Co ma wspólnego AI z aktywnością fizyczną? No więc … no właśnie co? Właściwie to chyba nic. Ale zainteresowałam Was, prawda? 😀
Jednak jak już nawiązałam temat to go rozwinę. To co mi się najbardziej rzuca w oczy, jeśli chodzi o porównanie to to, że AI nie zrobi za ciebie treningu, nie wyleje potu i łez, i nie będzie walczyć do ostatniej kropli krwi. I kropka. Tu bym mogła skończyć 😛 Ale jestem właśnie zmotywowana pisać dalej, gdyż nie rozwinęłam głównej myśli tego artykułu. Mianowicie o co z nim chodzi. Już piszę …
Otóż, gdyby nie moje własne doświadczenia życiowe, głównie te niekorzystne, to nie powstała by ta strona i nie czytalibyście tego wpisu. Trochę wstyd się przyznać, ale prawdopodobnie gryzłabym piach. Ludzie mówią, że każdy jest kowalem własnego losu. Trochę w tym prawdy, ale trzeba być niezmiernie zmotywowanym, żeby kuć w czymś co nie jest od nas zależne. Nie każdy godzi się na życie górnika, jednak z wielu względów musi nim być. Los jest ślepy, jednak każdy może indywidualnie dostrzec w nim szansę dla siebie. To od nas zależy czy zauważymy, że mamy do czegoś smykałkę i możemy w jakiś sposób ją w życiu wykorzystać. Może jesteś grubą rybą na giełdzie, bo masz głowę do statystyki i tabelek, jednak czy żył byś jak przysłowiowy pączek w maśle, gdybyś miał tylko takie umiejętności, ale urodziłeś się w Afryce i nawet nie masz możliwości poznać do czego jesteś zdolny? Tak w życiu bywa. Często jesteśmy ludźmi w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Rodzimy się w patologicznej rodzinie i nie mamy perspektyw na wykształcenie, albo przeciwnie, rodzimy się w rodzinie prawników i odbieramy te same studia, ale ostatecznie czujemy się wypaleni zawodowo i tracimy zapał. Stajemy się zgorzkniali i zdominowani przez zazdrość, że inni mają lepiej mimo tych samych albo mniejszych kompetencji niż nasze własne. To prawda, że w obecnej dobie Social Media nas gubią, a my zatracamy się w Internecie. Zamiast skupiać się na sobie i swoich potrzebach, widzimy kolejne wpisy naszych znajomych z dalekich podróży, drogich restauracji, czy promujących jakąś znaną markę i cieszących się dobrym zdrowiem. Nie ma w tym nic złego, to nasza samoocena sprawia, że odbieramy te informacje autodestrukcyjnie. Jest ona spowodowana najczęściej niskim poczuciem własnej wartości i brakiem wiary w swoje możliwości. Jesteśmy z natury istotami stadnymi i to właśnie opinia innych najczęściej sprawia, że czujemy się w czymś silni lub słabi. Zanim poznamy siebie rzekomo inni znają nas lepiej. Ale to nie prawda, bo oceniają najczęściej to co zewnętrzne, a najważniejsze jest to co niewidoczne dla oczu, to co jest wewnątrz nas. Są to determinanty, które kierują nami, i póki ich nie odkryjemy, nie będziemy mogli nimi zarządzać i kierować.
I tutaj nasuwają się pytania, jak odkryć to co mamy w środku i jaki niesiemy ze sobą potencjał? Jak dotrzeć do źródła i w ogóle po co skoro „tak jak jest” jest wygodnie? Co tak naprawdę nami kieruje i jaki ma to wpływ na różne aspekty naszego życia? Każdy z osobna powinien odpowiedzieć sobie samemu, dlaczego wybrał taką a nie inną decyzję, dlaczego odpowiedział w taki a nie inny sposób, czy po jakimś czasie zrobiłby coś inaczej i czy wyciągnął wnioski z własnych działań. To czyni nas ludźmi, zastanawianie się nad swoim postępowaniem. Zwierzęta żyją odruchowo, a człowiek może panować nad własnymi emocjami. Lęk, strach, nienawiść, niemoc, apatia, wszystkie te emocje i stany wynikają z naszego wewnętrznego, zawsze subiektywnego, postrzegania rzeczywistości. Jest ono zdeterminowane właśnie tym w jakim środowisku dorastaliśmy, tym jak radziliśmy sobie z problemami, i to właśnie rzutuje na nasze obecne życie i postępowanie. Czy czekaliśmy, aż sprawy same się rozwiążą lub zrobią to za nas rodzice, czy sami stawialiśmy czoła swoim przeszkodom i barierom? Czy decydowaliśmy się na ponoszenie konsekwencji własnych postanowień i przedsięwzięć, czy projektowaliśmy je na najbliższych i na otoczenie? Jeżeli kiedykolwiek to co Ci w życiu nie wyszło potraktowałeś personalnie i przez to zrezygnowałeś z wszelkich starań, popadając w absurdalnie zaniżony poziom własnej wartości, to wiedz, że doskonale Cię rozumiem. Też byłam w tym miejscu i też walka o własne marzenia stała się poniekąd moim gwoździem do trumny. Nie sposób porównywać ludzkich przypadków, jednak jak żyć po tym kiedy twoje najszlachetniejsze pobudki sprawiły, że chcesz odebrać sobie życie? Że wiara w dobre rzeczy, sprawiła najwięcej bólu? Co ma cię zmotywować do życia, kiedy wiara zawiodła, nadzieja prysła a wszystko co kochałeś i kochasz sprawia ból? Co może ponownie stać się motorem napędowym do tego aby ponownie uwierzyć, i nie poddawać się w próbach? I w ogóle … po co się starać skoro świat dookoła jest jaki jest, czyli był i będzie zawsze niesprawiedliwy. Każdy może mieć lepiej i każdy może mieć gorzej. Każdy ma własne marzenia i musimy liczyć się z tym, że dążyć będziemy do nich przeważnie sami. Rzadko się zdarzy, że ktoś nam poda pomocną dłoń. Jak brzmi słynne powiedzenie „umiesz liczyć licz na siebie”. Więc co znaczymy bez tej całej otoczki innych osób wokół nas? Czy możesz na siebie liczyć? Czy wypracowałeś w sobie na tyle uporu i dyscypliny, że jesteś w stanie sukcesywnie robić po prostu „swoje” bez względu na przeciwności losu, bo wiesz, że trwając w tym walczysz o słuszną sprawę? Czy wypracowałeś w sobie na tyle determinacji, żeby być sobą w każdej odsłonie?
Cóż w związku z tymi pytaniami?
Na te pytania tylko Ty znasz prawdziwą odpowiedź, albo jeszcze jej nie znasz, ale stale zastanawiasz się jak dotrzeć do źródła problemu i poszukujesz sposobu na jego rozwiązanie. To już odróżnia Cię od reszty osób wykluczając Cię z „normy” społeczeństwa. Podejmowanie ryzyka nie jest złe. Jest niewygodne. A ludzie nie lubią opuszczać swojej strefy komfortu. Lubią siedzieć w swoich klatkach byle tylko nie stracić względnie bezpiecznej pozycji, z której mogą nawet drażnić lwa, bo przez kraty łapą ich nie dosięgnie. Są też inni ludzie. Tacy, którzy w tych klatkach się urodzili i nawet nie wiedzą, że może być coś poza nią. I tym współczuję. To tak jak ze zwierzętami w ZOO. To, które się urodzi w niewoli i w niej dorośnie, wypuszczone w swoim naturalnym środowisku, najprawdopodobniej nie przetrwa. Pewnie się zastanawiacie do czego te porównania zmierzają. „Przecież to jest strona o TRENINGU, a nie jakiejś psychoanalizie” pomyślicie. Słusznie, ale jedno nie wyklucza drugiego. Wiecie jaki jest najlepszy trening? … Zrobiony. A większość ludzi odpuszcza na samych zamiarach. Bo jest brzydka pogoda, bo mam złe buty, bo jest pod wiatr, bo … mi się nie chce. To wieczne „nie chce mi się” nie jest poparte żadnym logicznym argumentem. To najzwyklejszy brak motywacji. Z jednej strony chcielibyśmy tego czy tamtego, ale nawet nie spróbujemy, bo „mi się nie chce”. Bo to za ciężkie, bo mi się nie uda, bo wolę obejrzeć kolejny głupi odcinek opery mydlanej i żyć czyimś życiem niż suszyć ciuchy po bieganiu w deszczu. Jeśli będziesz w ten sposób myśleć już na początku swojej drogi, to faktycznie nawet na nią nie wchodź. Szkoda czasu. Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz, jak nie wystartujesz w zawodach to nigdy nie dobiegniesz do mety. Jak się nie zaczniesz zastanawiać to nigdy się nie domyślisz, dlaczego jeszcze … to czytasz i nie poszedłeś coś poćwiczyć 😛
Żartuję, ale tylko dlatego, żeby przykuć Twoją uwagę i sprawdzić czy nie przysypiasz. Wracając do kontekstu … mimo, póki co, krótkiego życia, musiałam dokonywać wiele trudnych wyborów. Iść za głosem serca czy kierować się rozumem lub po prostu jakoś przeżyć to życie. W momencie, kiedy przez złamane serce, nie widziałam już dla siebie ratunku, postanowiłam fizycznie pomagać innym, żeby chociaż oni mogli cieszyć się swoim życiem. Stąd moja droga zawodowa. Kochałam sport, ze względu na to, że pozwala on uczyć się pokonywać swoje słabości, ale nie chciałam w nim pracować, gdyż myślałam, że jeżeli moja pasja stanie się moim zawodem to mogę ją znienawidzić. Sport to hobby a zawód to praca – tak myślała, wtedy maturzystka. Z obecnej perspektywy po latach studiów i pracy w zawodzie oraz po przejściu wypalenia zawodowego stwierdzam, że to głupota, ale nie żałuję. Moja droga była i jest może dłuższa, choć mogła być dużo krótsza, ale dzięki niej zyskałam o wiele wiele więcej niż kolejne zera na koncie oszczędnościowym. Przede wszystkim, w całym tym chaosie zwanym życiem, odnalazłam siebie i będę sobą niezależnie, w którym miejscu na Ziemi przyjdzie mi się znaleźć.
Bolesna przeszłość
Kiedyś nie kochałam siebie. Wszystko co dookoła robiłam, czyniłam głównie ku uciesze jednostek zewnętrznych i brnęłam w przeświadczeniu, że jeżeli znaczę coś dla innych to dla siebie też. I kiedy zabrakło tego co dookoła siebie budowałam wtedy ja … przestałam istnieć. Jak więc mogłam się nazywać wartościowym człowiekiem, na tamten czas? Ciemne czasy. Żyć tak, żeby cię doceniono. Ale czy ty się za to doceniasz, że robisz coś dla poklasku? A w środku kłócisz się z sobą, że przecież taki nie jesteś, ale ze względu na resztę musisz. Kiedyś nie utożsamiałam się całkowicie z tym co robię, teraz podpisuję się pod tym ręką i nogą, krwią i łzami. Nie przyszło to łatwo, ale to w sobie WYTRENOWAŁAM, a najbardziej pomógł mi w tym właśnie trening i aktywność fizyczna. Trening to nie jednokrotne pokonanie blokady by powiedzieć komuś „kocham cię” czy „przepraszam”. To wiele powtórzeń, wiele serii, do pokonywania swoich granic fizycznych. To wiele godzin i wiele kilometrów na mentalną walkę ze swoimi myślami. To dyscyplina narzucania sobie dyskomfortu fizycznego, aby w końcu poczuć komfort psychiczny. Jedno wynika z drugiego i przenika się wzajemnie. Gdyby nie ucisk, nie byłoby postępu. Gdyby nie było kompresji, nie było by ekspansji. Gdyby nie było źle, nie było by dobrze. Nic nie jest czarno-białe. Życie jest kolorowe. Nawet szarość ma swoje odcienie. I tym jest właśnie szara strefa, tym jest właśnie „Gray Zone”. Samozwańczy twór, w którym wszystkie chwyty są dozwolone, byle tylko wydobyć z siebie ten wewnętrzny potencjał do działania i motywację do stawiania czoła wszelkim przeciwnościom. Ty też możesz być Gray Zone. My rozumiemy, że czasami nieczyste zagrania są dozwolone, i że każdy ma prawo wielokrotnie upaść byle by się ponownie podnieść. Nie każde wypicie piwa zniszczy efekt Twojego treningu (być może da Ci lekcję równowagi), a zjedzenie całego kalendarza adwentowego przekreśli na zawsze Twoją noworoczną redukcję (może to doładowanie da ci energię zrzucić więcej). Gray Zone to idea, która ma za zadanie zawsze rozświetlić Ci drogę, kiedy ogarnia Cię mrok.
Takie są więc dobrego, złe początki. Nie będę już Cię dłużej zanudzać Drogi Czytelniku. Mam nadzieję, że artykuł Ci się podobał albo dał chociaż trochę do myślenia. Więcej o mojej historii i przygodach życia możesz usłyszeć w podcastach na YouTube i Spotify, a tym czasem bywaj! 😊
„Równowagę buduje się od wewnątrz. Czasami w życiu trzeba się skulić, żeby ponownie rozwinąć skrzydła” ~ Sara

Sara Bajura
Pasjonatka aktywności ruchowej, amatorka trójboju siłowego, instruktorka sportu i fizjoterapeutka. Główna podejrzana prowadzenia działalności Szarej Strefy. Lubi motywować ludzi do ruchu i pomagać zaczynać stawiać swoje pierwsze kroki w kierunku zdrowia. Pokazuje, że "szarość" również posiada swoje odcienie.

